Archiwum dla kategorii: ‘Żeglarstwo’

Achoj! szczury lądowe… :P

Miałem jechać na morze i pojechałem. Zrozumiałem co tak ludzi ciągnie na morze i z całą pewnością na nie wrócę ale z jeszcze większą pewnością nie za szybko ale o tym pozniej.

Założenie rejsu było takie: Rejs s/y Politechniką z Gorek Zachodnich do Świnoujścia z drobna sugestią że Borncholm odwiedzimy. Jak sie rejs skończył? będzie na końcu…

1Wyjazd rozpoczął się od 100min. opóźnienia naszego kochanego pociągu pośpiesznego PKP. Także na wschodniej swoje 2h odstaliśmy we 3 osoby bo reszta spotkała się na Centralnym. Zastanawialiśmy się czy nie wsiąść w cokolwiek i nie podjechać na ten Centralny ale jakoś tak wyszło ze w końcu nie pojechaliśmy.

W pociągu mieliśmy cały przedział, jedna osoba jechała IC ( miała jechac chyba 2h po nas a odjechaliśmy chyba równocześnie ), a wieczorkiem dojechała jeszcze jedna osoba.
Podróż do Gdańska była powolna, co chwile pociąg stał i puszczał inne pociągi, poprostu masakra.

Do Gdańska jakoś dojechaliśmy, potem tylko autobusikiem linii 111 i do Górek Zachodnich do portu. Kawałem do przejścia było, potem wobiliśmy się na keje i doszliśmy naszego celu :P
sy politechnika

jach typu jol, Opal S/Y Politechnika

Zrzuciliśmy bagarze i się zaczęło. Jakieś naprawy, wietrzenie, zakupy, obiadek, teochę telefonów że coś nie działa i co to może być… takie tam… Wieczorkiem po browarku i spać bo następnego dnia wstajemy o 500 i ruszamy

Niedziela
Wstaliśmy o 5 rano ogarneliśmy się i już chyba 555 w dzienniku pokładowym pojawiła się notka że wypłyneliśmy. Śniadanie było zaplanowane na wodzie na 8 rano na zmianę wacht, ale że 4 osoby były na moru pierwszy raz to dopadła nas choroba morska ( między innymi także naszego cook’a ).  Zatoka gdańska dała się nam weznaki i pamiętam tylko tyle ze śniadania cook nie był w stanie zrobić :P . Mnie dopadło gdzieś około 13, szybkie wydalenie tego co sie chciało wydostać za burtę i chorobe moską jak ręką odjoł. Akurat od 12 miałem wachte z Maćkiem. Potem o 14 zmiana wacht kolejna o 16. W między czasie celem stało się Władysławowo. Odpoczynek dla osób wymęczonych przez chorobę morską i dalsze zaopatrzenie się na drogę – w niedzielę zrobilismy zakupy które poza pieczywem starczyły nam do kolejnej soboty ;p.
We Władysławowie odwiedziłem lidla i biedronkę w celu zakupienia grilla, Asia zagłosowała w wyborach do UE. Potem gofry na deptaku, i powrót plażą do portu. Potem udka kurczaka z grilla upolowanego w biedronce bez 1 nogi i śróbek do skręcania oraz piwko. I dobranoc.

Poniedziałekja
Wstalisłonkośmy jakoś rano, chłopaki załatwili butle z gazem, część z nas poszła na zakupy, wymieniliśmy trochę waluty, zatankowaliśmy małe zbiorniczki ( 120l i 180l ropy) i wypłyneliśmy obierając kierunek Christianso ( mała duńska wyspa obok Borncholmu – na mapie widać tam zwrot na środku morza ). Wyruszając z Władka było chyba całkiem spokojnie. Potem troche pogrzmiało i się pobłyskało i przyszedł pierwszy strach – “AAAaaa BURZA na morzu!, mi to sie zawsze K…. przytrafi” – akurat moja wachta chyba wypadała wtedy. Powiało, poblyskało się, popadało i przeszło. Potem jak to po burzy wyszłu super słońce które towarzyszyło nam do końca dnia.

W międzyczasie napewno był jakiś posiłeczek a na koniec dnia genialny zachód słońca.P1140932

Wtorek:

Poranek zaczeliśmy flautą – podobno w czasie wachty 400-800 zrobiliśmy całe 1,5 mili morskiej czyli jakies 2700m. Spokojne śniadanko, bez pospiechu. Potem silnik poszedł w ruch co by w kierunku Christianso troche podgonić. Potem przyszły wieksze fale, wydaje mi sie ze ze 2,5m mogły mieć ale ciężko mi oceniać bo tego dnia wyrabiałem okrętową norme snu dziennie także wiele nie pamiętam poza faktami że mijakismy jakiś mały kontenerowiec i 3 okręty wojskowe Danii. Na Christianso dopłyneliśmy ok 2200 ale też moge się mylić bo znów spałem. Ekipa zrobiła szybką rundkę po wyspie, potem po browarku albo i po dwa i spać.

Środa:

Następnego dnia podnieślismy się jakoś normalnie pewno w okolicach 800, od bosmana dostaliśmyu ulotki w rodzimym języku ( naszym, nie jego ). Szybkie mycie i zwiedzanie wyspy w ciągu dnia. Woda byłą tam taka przejrzysta ze na 4,5m było widać doskonale dno i co na nim leży a to przecież był port na Bałtyku!!
Wyspa ma zaledwie 100 mieskzańców, nikt nigdzie sie nie śpieszy, domy pobudowane w 1730 roku, latarnia morska, skalne pojemniki na deszczówkę jako wodę pitną…naprawde inna rzeczywistość.
O 1130 miał jakiś prom wycieczkowy chyba przypłynąć więc musieliśmy się zawinąć. Kolejny raz na wodzie tym razem niedaleko. Piękna pogoda, karty na pokładzie, kawki, zupki, kanapeczki, kisielki i budynie(tzw. packman) – od razu widać że pogoda dopisujIMG_3227e.
Do Nexo dopłyneliśmy jakoś ok 1800. W porcie stołowali się już rodacy którzy koniecznie chcieli pomóc przy cumowaniu. Tylko zamiast powiązać cumy do polerów to ciągneli oni i my – a przesunąć 18tonową łajbę nawet po wodzie to nie jest najłatwiejsza sprawa. Ale w końcu się udało, zamumowaliśmy i pierwsze co to inwazja na miejscowy sklep – PIWO! bo zapasy na jachcie ulegly rozkładowi.
Znaleźliśmy jakiś sam a w nim bankomat. Generalnie Dania dla Polaka NIE jest tanim krajem. W przeliczeniu snickers u nas ze 1,5zł tam 9,95korony ( 1 korona 0,64 co nam daje 6,30zł za batonika :P ), K. wyszperał swym czujnym okiem piwo po jakies 2 korony chyba, a W. zadzwonił do kolegi który pracował w danii 3 m-ce coby piwko doradził. No i dobrze doradził – Tuborg Classic. 40koron za 6×0,33 ale było całkiem dobre.

Potem powrót na łajbę, degustacja nabytych trunków.
Po degustacji poszliśmy się poogarniać – prysznic wskazany :) ( 4 min 5 koron ), a potem ktoś obczaił otwartą pizzerie to się wybraliśmy i całkiem dobre pizze były i prawie w akceptowalej cenie. AAaa bym zpaomniał w międzyczasie jak przypłyneliśmy i byliśmy na zakupach trzeba było zaplacić za port to teżbyły jakieś jaja. Jakiś koleś przyjechał po pieniądze i że jemu trzeba teraz natychmiast zapłacić bo mamy tylko godzinę na to i wogóle – potem kapitan powiedział że Polacy robią straszną wieś w świecie i uciekją z portów nie płacąc, a najtańszy ten port to nie był – Władek 55zł Nexo niecąłe 200koron.

Czwartek:

Wstaliśmy nie śpiesznie, bo mieliśmy wyplywać o 12. Śniadanko, kupno chebka jakiegoś i komunikat pogodowy mówiący że idzie sztorm. Zebraliśmy się na 10, dotankowaliśmy wodę i wypłyneliśmy w kierunku portu końca podróży – Świnoujścia. Szliśmy z jakimiś 2 czy 3 jednostkami ale 2 były ponoć lżejsze i nas szybko odstawiły. A my swoim kursem na świnoujście szliśmy kilka godziń. Nie wiem czy tylko ja byłem taki zestresowany i wyczuwałem napięcie czy faktycznie jakieś było w powietrzu. Dwóch panów napaliło się na sztorm no i się doigrali. Ok 22 kilkanaście Mil od Świnioujścia przyszedł sztorm. Akurat chwile wcześniej wyszedlem na pokład bo zbliżała się moja wachta 000-400. Ale jak pszyszedł sztorm i trzeba było na dziobie przy żaglach coś robić, przy wietrze 9B-10B i nie małych falach w ciemności, z oświtleniem tylko z pod salinga to tak naprawne mnie sparaliżował strach. Przytuliłem sie do kabestanu co by się nie ruszyć i siedziałem. Siedziałem tam tak nie pamiętam jak długo ale napewno przed północą byłem w mesie leżąc w opakowaniu na koji z myślami typu “K…! maćm znów popłynołem pierwszy raz i znowu musi mnie coś takiego spotykać – nzwiązanie do “słynnego” białego szkwału co przeszedł w sierpniu 2 lata temu przez mazury, a to był mój trzeci dzien na łodce wtedy ). Z tego dnia nie wiele pamiętam, pomimo że nie spałem.
W międzyczasie chlopaki walczyli ze sztormem i z żaglami. Stojąc na dziobie fale zalewały ich z każdej strony, pływali w wodzie stojąc na łódce. Woda wlewała się kołnieżem a wylewała kaloszami, także tego samego i kolejnego dnia co chwilę pożyczałem komóś mój suchy sztormiak o kaloszki, przynajmniej tyle mogłem zrobić.

Piątek:

Potem jakoś nad ranem chyba zasnołem i obudziłem się jak A. postawił nas w dryfie w którym notabene “staliśmy” z 10-12h, a fale nadawały nam prędkość wg GPS’u okolo 2 węzłów. Po południu jak Kapitan i A. jakoś odpoczeli to kapitan jakos chyba około 16 wyszedł na pokład i zadządził ze plyniemy. Na samych falach, bez żagli robiliśmy ok 6węzełków. Potem chłopaki szukali foka sztormowego coby założyć bo podczas sztormu porwaliśmy 2 żagle – kliwra II i kliwra III oraz złamaliśmy element płotka sztorm-relingowego. Co było potem nie pamiętam.

Sobota:

Budzę się rano i czuje że coś nami nie targa. Okazało się że sztom się w końcu rozwiał i płyneliśmy w zdłuż wybrzeża do Władysławowa. Poranek jakiś taki normalny był. Ok 13 chyba weszliśmy do Władysławowa. Pierwsze co zrobilismy po dobiciu do keji to wyciągneliśmy flaszki, poczęstowaliśmy Neptuna i wypiliśmy zdrowie Kapitana oraz naszej dzielnej łajby. Potem ogarnianie łodki, suszenie żagli i zawiezienie ich do szycia. Spawanie uszkodzonego płotka. Rozliczenia finansowe, i opinie z rejsu. Czas szybko zleciał, ok 18 poszliśmy na deptak na gofra i zapiekanke. Wróciliśmy po bagarze i poszliśmy na pociąg. ok 1930 przyjechała SMK’ka która zabrała nas do Gdyni. W Gdyni kupiliśmy bilety na naszego pośpiecha do Warszawy, i udaliśmy się coś zjeść, napić… ogólnie to zabić 3 godziny czasu do pociągu. Niedaleko dworca trafiliśmy na otwartą pizzerie, piwko, pizza, rozmowy i czas szybko poleciał.
Na peronie Stawiliśmy się z 30min przed przyjazdem pociągu pełni energii z nastawieniem że wsiadamy do pociągu który bieg zaczyna w Gdyni. A tu znowu PKP zrobilo nam psikusa i pociąg jechał zawalony z Kołobrzegu. Najpierw było bieganie pomiędzywagonami szukając przedziału. Jak się zorientowaliśmy że 70% to rezerwacje kolonijne to zwątpiliśmy i wbiliśmy się przy WC. Potem zmieniliśmy wagon na rowerowy w którym też dlugo nie zagościliśmy bo usłyszeliśmy ze na czole pociągu dostawiają wagon. Nie bardzo myśląc z W. pobiegliśmy na czoło. Ja zostałem łapać przedział, W. polecial po reszte i po rzeczy. 1 wagon ze 100 osób i ograniczona liczba przedziałów. Do wagonu wbijałem się zanim jeszcze się zatrzymał. Potem tylko stwierdzić że przedział zajęty i tyle. W taki sposób zmieniła się nam perspektywa powrotu przy kiblu w jazdę w 6 osób 8 osobowym przedziałem. W nocy sen i o 5 dojazd do Warszawy.

Podsumowanie?
102h pływania z czego 10h na silniku i 424Mm przebytej drogi.
Jak widać na mapce “lekko” nas odwiało ze Świnoujścia.
Na morze na pewno wrócę ale na pewno nie prędko!

trasa przelotups. sory za polskie krzaczki i interpunkcję. Wszystko co przekręciłem jak to ja mam w swoim zwyczaju prosze poprawiać!

Opublikowane przez: Shrek data wpisu: Czerwiec 22, 2009

zly

06-20-09

Kurde od kąd wróciłem z morza do domu wszystko mnie wkurza i nie mogę się nigdzie odnaleźć. Olewam studia, nie mogę się zorganizować do roboty. Generalnie jedna wielka lipa :(

Muszę mamie oddać pieniądze za morze bo wyszło tak nagle ze nie miałem szans zorganizować pieniędzy na sztormiak i wyjazd jednocześnie. Poza tym pożyczyłem od kumpla “parę” złotych na sztormiak i też mu wiszę coraz więcej bo nie mam nic swojego w tej chwili. Ludzie faktur nie chcą płacić to i swojego % nie mam.

Co więcej zaraz kończy się sesja, znowu mogę policzyć teorie obwodów w plecy bo to nie sposób się tego nauczyć. Na algorytmy i struktury danych może dam rade ale metod numerycznych i ochrony danych w systemach informatycznych też nie widzę.  Jak już wspomniałem jedna wielka lipa.

Kminie też coby nie zrobić sobie kursu CCNA ( Cisc Certified Network  Assosiate ) ale to też koszt 3200zł do gdzie 1400 trzaba wpłacić na starcie a kolejne kwoty po 600 za modłu odpowoednio co kilka tygodni. Coprawda kminię czy go nie zrobić ale będe misiał go zrobić bo co to za sieciowiec bez CCNA w CV pozatym podobno uczą wielu dobrych rzeczy.

A żeby od tematu pieniędzy znów za daleko nie odbiec to wypadąło by w końcu skończyć prawko ( juz 3 lata sie z tym bujam ) ale to kolejne cztery stówki, ale przedewszystkim zastanawiam się nad 2tygodniowym rejsem studenckim coby zrobić patent żeglarski (~1800zł) bo w warszawie to nie zrobie nigdy, pozatym może poznam nowych ludzi i wogóle zresetuje sie od codzienności. Co prawda czekają mnei zaraz 2 tygodnie na mazurach ze znajomymi ale jak to wszystko wyjdzie to sie okaze – poki co jestem na wszystko nastawiony negatywnie.

O planach z bieganiem wole nawet nei wspominać by sie nie pochlastać.

Sory za wszelkie błędy gramatyczno stylistyczno ortograficzne ale naprawde  – WALI MNIE TO!

PS. Wpis apropo morza w trakcie pisania.

Opublikowane przez: Shrek data wpisu: Czerwiec 20, 2009

Yhh tak sie kurde rozpisałem ze skrypem w innym poscie to sie pożale tez na inny temat.

Jak wspomniałem w poprzedniej zeglarskiej wiadomosci jade na baltyk. W związku z tym zaopatrzylem się już w neoprenowe rękawiczki Fladen’a, ale zostala kwestia sztormiaka, spodni i kaloszy. Probem byłby pewno mniejszy gdybym dysponował cała gotówką jaką potrzebuję i miał tak ze 2 tygodnie czasue więcej. Ale jak to w życiu musi być, wszystko musi się dziać w ostatniej chwili.

Prawdopodobnie skończę w sztormiaku firmy Gotop model coastal i spodnie w nizszym modelu. Znalazlem też gdzies sztormiak firmy HobbyStyl za 650 komplet, bardzo chwalony w necie, ale ma kilka ale. Brak jakiegokolwiek suwaja w spodniach ( siku ), kurtka z kołnieżem bez ocieplenia i stały kaptur bez opcji schowania w kołnież. Za to w Gotopie ostatnio plywa kolega gdyż sobie takowy nabył za bardzo przystępną ceną 55ozl kurtka gdzie normalnie to ok 720 kosztuje. Przy czym sklep który jest przedstawicielem na Polske jest niesamowicie irytujący. Dwa razy byłem i dwa razy było zamknięte. Raz to usprawiedliwone – klucze od sklepu na mazury pojechały, a drugi raz stwierdzili ze 2 kolejne dni tez bedzie zamkniete. A ja wyjezdzam za 6 dni. Oby były rozmiary na mnie bo inaczej bedzie lipnie;/
przy czym mam problem ze zdecydowaniem sie na kolor. granatowy , czerwony+granat, żółty+granat ( taki ma kolega ) i granat+biały+czerw. Przy czym najbardziej mi się chyba podoba ostatni ale muszę go na żywca zobaczyć, przymiezyć i wogóle. No zobaczymy co z tego wyjdzie bo Forsail to poki co moje jedyne wyjscie no i te Gotopiki oczywiście.

No i oczywiscie jestem wnerwiony ze wydam zaledwie jakies 680zl wiecej niz planowałem…

Opublikowane przez: Shrek data wpisu: Maj 31, 2009

Jak zwykle dopisuję tu coś falami.

Apropo fal, los tak zrządził, że 6-13 czerwca jadę na rejs (P7) s/y Politechniką . Tak, tak – sam w to nie mogę uwierzyć. Boję się jak cholera! Ale cóż ja poradzę, jakoś ten WF trzeba na uczelni zaliczyć, a że dopiero gdy znajomi byli na rejsie na bałtyku na majówce to wyciągneli z prowadzącego informację że w tym semestrze zaliczenia omegami na zegrzu nie będzie. A Ponieważ dowiedziałem się o tym niemal pod koniec semestru to stwierdziłem że jestem w czarnej… ( każdy wie gdzie ).

Także, ja, człowiek który na mazurach ma stresa po przeżyciach z sierpnia 2007 na mazurach, jadę na morze. I tu juz cieżko apelować do sternika ” wyostrzyszzzz??”. Pan Kapitan mówi to się robi… Podobno ktp. coś sugerował o rejsie do szwecji… obstawiam że w nocy gdy będziemy płynąć nie zasne nawet na chilę, ale to się okaże.

W związku z wyjazdem, stwierdziłem że trzeba się doposażyć w spodnie sztormiakowe i długie rękawiczki – na kalosze i sztormiak mnie aktualnie nie stać :P . Także dziś po rękawiczki wybrałem się na Chłodną do Fladen’a po neoprenowe rękawiczki oraz do Forsail’a po spodnie, ale jak Pani ze sklepu gdzecznie mi przez telefon wytłumaczyła że sklep dziś otwarty nie będzie bo mają małą awarie – klucze od sklepu z nią pojechały na mazury, i własnie wracają do warszawy. Także po spodnie wybiorę się jutro albo w piątek – ale najpierw przekręcę czy oby napewno sklep działa i żeby mi odłożyła spodnie.

Z ludzmi z wyjazu już mailowo się kontaktowałem jakoś, może w sobotę zrobimy jakiś biforek, piwko czy cuś, i poznamy kolegów i koleżanki ( :-) ) z załogi na rejs.

Najśmieszniejszy w tym wyjeździe jest fakt że wracamy 13, a 17 zaczyna sie sesja czerwcowa także trzeba się szykować do min pt. panda 3.

A po sesji mazuuuryy… na 14 dni :-) także wszystkich chętnych zapraszam na http://www.posesji.pl .

A wracając do zakupów to rękawiczki fladen’a za 50zł zrobione z neoprenu gdyby miały taśmowane szwy i były trochę staranniej szyte to pewno były by nie przemakalne, a tak przez otwory od szwów moze się wlać woda do rękawiczki, ale przecież to nie ma służyć do kompania, a ma być ciepłe i umożliwiać pewne trzymanie liny, a to im wychodzi BARDZO dobrze – przetestowałem, tribord się nijak nie umywa a i tak jest chyba o prawie 40 zł droższy.

Opublikowane przez: Shrek data wpisu: Maj 27, 2009